Kategorie
Poważnym żartem pisane

TO i ja się zabawię, a co!

Pajper łańcuszek ogarnął.
Fajny taki,
że aż żalbyło pominąć.
Z regóły omijam takie rzeczy,
ale tu uległam 😀
Lecimy!

1 Co ostatnio jadłeś i co najprawdopodobniej zjesz jako następne?
Krewetki w cieście, z mrożonek takie. Zdrowa kolacja, niema co.
A następne?
aktualnie popijam piwo przegryzając? waflami holenderskimi ? dziwna jestem chyba 😀
2. Gdybyś miał kufer Alastora Moodiego, co byś w nim schował?
Drobną elektronikę zapewne, Może bym nie gubiła tak często w końcu, bo byłaby w charakterystycznym specyficznym miejscu. hehe.
3. Gdybyś miał polecieć na trwającą 3 miesiące misję na powierzchnię Marsa i mógł ze sobą zabrać piosenki tylko jednego wykonawcy, kto by to był?
A czy zespoły też się liczą?
Jeśli tak,
to Heilung!
Faza trwa od roku.
A z pojedynczych wykonawców, to nie wiem na tą chwilę.
4. Co znajdzie się u Ciebie w szafce z napisem "Nie otwierać pod żadnym pozorem", a co sprawiłby guzik z napisem "Nie wciskaj mnie, serio"?
A. Wszędzie powinno pisać "nie otwierać pod żadnym pozorem", chyba że bałagan komuś nie straszny, to ok.
Tak serio to jedna z szafek w moim pokoju ma przekreśloną klamkę, bo tam mam apteczkę. a po domu dużo dzieci się kręci. Niby nie zaglądają, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
B. Nie wiem.
Bąb w domu nie trzymam.
Dzikich zwierząt, ani potworów też nie hoduję więc?
5. Dlaczego kury nie latają?
Bo im się nie chce, albo ktoś im skrzydełka przy samym dupsku uciął 😛
6. Co masz teraz w kieszeniach?
Mam piżamę bez kieszeni, a szkoda.
7. Jaki jest magiczny gadżet z książek, który chciałbyś mieć?
Nie wiem, mało takich książek czytam.
8. Gdybyś dostał 1000000 zł, ale pod warunkiem, że wyda je dla Ciebie wybrana przez Ciebie osoba (nie z Twojej rodziny lub związku) bez jakiejkolwiek konsultacji z Tobą, kto by to był? Co mógłby lub mogłaby kupić?
A nie wiem, czy ktoś taki jest.
9. Gdybyś został teraz gwiazdą i miał wywiad w ważnej stacji telewizyjnej, jakbyś się na niego przygotował i o czym opowiedział? Jaka to stacja?
Jeśli bycie gwiazdą wykniknęłoby z mojej pasji,
to jasne, że opowiadałabym o niej.
A jeśli nie,
cóż, nie wiem.
Odpowiadałabym rzeczjasna na pytania, które mi zadają,
w końcu to wywiad.
Nie przygotowywałabym się zbytnio, bo to stresuje jeszcze bardziej.
A stacja? Nie wiem, zależy kto by mnie wyhaczył pewnie.
10. Kiedy świnie zaczną latać?
Kiedy ludziom przestanie się nudzić aż tak bardzo, że wymyślać będą tego typu pytania haha.

Kategorie
Oj, świta mi...

Szkoła to, czy nie szkoła? Lekcje online z perspektywy sanklip

Hej hej.

Jak się w tej sytuacji odnajdujecie?
Przesyłają książki,
zadania,
materiały dostępne?

Gadacie,
a może korespondencja z nauczycielami,
na piśmie tylko?

Szczerze mówiąc wolę to drugie,
ale czasem nie ma wyjścia –
pogadać trzeba.

U nas:
8osób w klasie.
Dwie praktycznie nie biorą udziału w spotkaniach.
Jeden kolega rozmawia indywidualnie z nauczycielami,
koleżanka porozumiewa się pisemnie.
Ja na rozmowy indywidualne
umawiam się tylko na szczegółowe omawianie egzaminów próbnych,
które obecnie rozwiązujemy.

Mnie dzisiaj mess nie lubi,
w związku z czym,
bardzo podupadłam na aktywności,
na szczęście nie na zdrowiu 😀

Zdarzają się problemy z łącznością,
ćwiczenia nie do ogarnięcia,
albo net rozłączający się w połowie meskowego spotkania.
I zapomnieć o tych lekcjach w ogóle,
też się zdarza,
a jakże!
Przyznaje bez bicia.

Nie zaplanować wcześniej konkretnej godziny też się zdarza.
To najgorsza ze scen możliwych,
bo przeważnie wtedy mnie nie ma.
Nie mam zwyczaju chodzić wszędzie z telefonem,
w związku z czym,
nie odbieram powiadomień na bierząco.

Zadania wysyłam mailowo,
albo przez messengera – odpowiedzi w formie krótkich wiadomości.
Były próby wprowadzenia Microsoft Teams'a,,
nawet tu pisałam w tej sprawie.
W tym miejscu podziękowania dla daszka,
który w pomoc mi się zaangarzował.
Puki co,
powróciliśmy na stare tory,
a ja w międzyczasie, z nudów chyba,
znalazłam kalendarz…

Po lekcji,
Czasem wysyłane są też do nas
linki do różnych stron – tematycznie.
My akurat kierunek administracja,
więc np. coś z prawa cywilnego,
artykuły z kodeksu,
odnośniki do komentarzy itd.

Terminów staram się dotrzymywać,
ale wychodzi różnie.
Na szczęście większość nauczycieli wykazuje zrozumienie w tym temacie.

Obecność jest wymagana,
jak to zawsze bywało.
Czasem któregoś z nas
nie ma na spotkaniu,
ale wysyłając rozwiązania zadanych ćwiczeń
również zaznaczamy swoją obecność.
Staram się nie opuszczać.
Jeśli nie ma mnie na spotkaniu,
wysyłam wszystkie zadania mailowo,
lub dowiaduje się,
co do nadrobienia mam.

Tu mam szczęście,
bo zawsze dowiedzieć się jest od kogo,
serio o każdej porze.
Te telefony od 22,
gdzie pytam o jakieś ćwiczenie,
a nierzadko kończymy o 12,
i to z przymusu,
bo spać kiedyś trzeba.
<3
Bo pewna osoba zawsze wie,
jak wywołać u mnie koncentrację na wszystkim,
prócz ćwiczeń/zadań,
o które kluczowo pytałam,
haha.
Ja na nią działam chyba podobnie,
o ile nie tak samo.

Towarzysko,
raczej ciszej,
niż na żywo.
Po lekcjach,
ja i kilka znajomych jeszcze,
zostajemy chwilę na linii,
by po prostu pogadać o wszystkim i o niczym.
Jak na przerwach wcześniej bywało.

Tak serio i szczerze,
rozmawiamy z jednym człowiekiem z klasy
i dwiema sympatycznymi osóbkami zpoza,
w tym jedną eltenowiczką,
Drugą planuję do nas w najbliższym czasie wciągnąć,
tylko muszę jej podlinkować.
W razie pytań,
wątpliwości czy,
gdyby coś było nie jasne,
pisać w komentarzach,
a ja w razie potrzeby,
wpis wyedytuje.
Puki co,
z przemyśleń moich,
to tyle.

Do następnego wpisu zatem.

Kategorie
Oj, świta mi...

Okiem Sanklip. Cz 1. Kubek termiczny

Noo.
Zimy może jakoś szczególnie w centrum nie widać.
Ale gdzieniegdzie i śnieg pod butami zaskrzypi…

Czy tak,
czy inaczej,
chłodnawo bywa czasem w tym okresie.

Więc kubeczek z ciepłą kawką lub innym napojem,
fajnie przy sobie mieć.

Macie?
Używacie?
Jeśli tak,
to jakich?

Ja z początku zainwestowałam w kubek z Pepco,
za jakieś 3dychy,
nie więcej.
Fajny,
bo długi a wązki.
Więc w plecaku dobrze leżał.

System zamykania to zakrętka,
a na niej klapeczka,
po której otwarciu,
ukazuje nam się otwór do picia.
Fajne rozwiązanie to było,
ale nie dla sanklip.
Bo sanklip zdolnym człowiekiem w te klocki jest!
I Czego dokonałam w miesiąc po zakupie?
Kubeczek elegancko otworzył się w plecaku,
dzieląc się przy okazji kawą m.in. z powerbankiem,
kosmetyczką i laską.
Zaznaczam,
że włożyłam go prawidłowo,
jakoś się przewrucić musiał.

Ciepło napoju przez jakieś 3lekcje i 4przerwy trzymał,
więc nie źle.
Gdyby nie ta szczelność.

Teraz mam Contigo Pinnacle.
Podwójny system zabezpieczenia,
bo żeby się napić,
trzeba wpierw system zabezpieczający odblokować,
tak,
jak przy włączaniu np. światła,
przełącznik taki hehe.
Wasze zdrowie!
Przechylamy,
i, niespodziankaaa!
Nie leci.
A no nie leci.
na przodzie kubeczka,
a właściwie na zakrętce znajduje się taki magiczny przycisk.
😉
Dopiero po wciśnięciu go,
możemy spokojnie się napić.
Ale uwaga,
Dopóki przycisk trzymamy,
dopóty napój lecieć będzie.
Puszczamy przycisk,
wszystko w 100% szczelne,
ni kropelki nie wyciśniesz!

Oba kubki mają pojemność 420ml.
Contigo dodatkowo podwójne ścianki.
Z tym,
że jest nieco cięższy,
masywniejszy.
No i wygląda,
jak kubek 😛
Ten tańszy,
lżejszy i węższy,
nieco butelkę przypomina.
WG producenta,
ten konkretny model Contigo ciepło trzyma do 5godzin,
zimno przez 12.
Co do ciepła,
mniej więcej tak jest.
Wiadomo,
że nie zawsze,
a poza tym gorącą rozpuszczalną kawę i tak zimnym mlekiem przeważnie podrasuję.
Jeśli jeszcze o ciepło idzie.
Do Contigo mogę wlać wrzątek.
Do tego z Pepco wodę do 90C.
Mi to różnicy nie robi,
ale piszę bo komuś przydać się może.
Obu kubeczków,
też w zmywarce nie należy myć.
W Contigowcu na mycie w zmywarce godzi się jedynie nakrętka.

Tak,
czy inaczej.
Czy polecam?
Polecam oba rozwiązania.
Należy też pamiętać,
że za 4 takie kubeczki z Pepco,
mamy jednego Contigo.

Ale oba są dobre,
mimo jednego wypadku i lekkich obaw o szczelność,
używam ich zamiennie.

Miałam też do czynienia z kubeczkami bodajże Emsa.
To taki klikany od góry.
Chcesz się napić,
klikasz na środek,
pijesz.
Kończysz,
odklikujesz zabezpieczenie z powrotem i hej do przodu.
Dla mnie jednak kubek tego typu się nie sprawdził,
bo przy możliwości picia dookoła,
mamy też cudowną możliwość oblania się napojem z owego kubeczka.

Puki co ode mnie to na tyle.
Za literówki ewentualne przepraszam,
ale słabo widzę już,
wszak noc jest.
Tymczasem
żegnam się z Wami i do napisania!

https://www.wgl.pl/kubek-termiczny-contigo-pinnacle-420-ml.html

Kategorie
Z mojego podwórka

Jaki ten świat mały…

Kategorie
To co, że na wspak, ja świat odbieram właśnie tak!

Patrz mi w oczy! O kontakcie wzrokowym z mojej perspektywy

Nie, nie będę opowiadać o tej książce,
chociaż jest też ciekawa.
Chodzi o patrzenie na rozmówcę(ów).
Ja staram się patrzeć i wice versa,
Choć nie lubię tego.
Ale wiem,
że jest to jedno z zachowań,
których oczekuje większość społeczeństwa.

Wzrok osoby obok,
odczuwam za pomocą przedniej części czaszki,
czołem, delikatnie skroniami a najwrażliwsze punkty,
to nos, czoło i okolice oczu.
I z przykrością dla większości powiem szczerze,
że z regóły,
nie jest to przyjemne odczucie.
Ale przydatne czasem,
bo umożliwia mi odczyt pewnych emocji
z oczu/twarzy osoby,
gdy „patrzę” z bliska,
choć są to jedynie podstawowe emocje –
smutek i radość.

I w ogóle mam coś z kota,
wiecie?
Koty w zaufaniu pokazują swój brzuszek.
Osobie przypadkowej nie ośmielą się go wystawić!
Gdy jesteś właścicielem,
kot z rozkoszą da ci się po nim głaskać!
Ja też działam trochę w ten sposób. 😉
O co chodzi?
Okulary.
Bardzo ważna część poprawiająca mój wygląd.
Ważniejsza, niż
kolczyki czy makijaż.
Moje oczy są specyficzne.
Wyglądem na pewno odbiegają od normy.

Nie wstydzę się tego,
ale dla mnie,
spojrzenie w moje oczy bez okularów,
to przełamanie pewnej bariery.
Gdy więc wychodzę na zewnątrz,
prócz zadbania o wygląd,
czasem kolczyków czy
pomalowania ust,
zakładam okulary.
Tak samo postępuję też,
gdy ktoś mniej znany przychodzi
do nas.
Patrząc na kogoś w okularach,
czuję się pewnie.
Jestem do tego kogoś przyjaźnie nastawiona,
ale jednocześnie mam dystans.
Barierę,
którą z czasem,
przełamuję do pewnych wyjątkowych osób *
I tym osobom patrzę się też w oczy.
Nie zawsze,
bo podczas gorszych dni spojrzeń unikam w ogóle,
ale staram się ten kontakt mieć.
Pewna osoba,
oczywiście w jakiś sposób bliższa dla mnie,
widząc mnie w złym stanie czy nastroju,
wpatruje się mi w oczy z niezwykłym skupieniem myśląc,
jak zaradzić moim problemom –
aktualnym w danej chwili.
Ciekawe jest to zjawisko
z tego względu,
że ona raczej nie zwraca uwagi na taki drobiazg,
jak kontakt wzrokowy.
Też nie widzi.

Ja sama nie raz,
uczyłam niektóre niewidome osoby kontaktu wzrokowego.
Uczyłam dla tego,
bo to poprawia postrzeganie przez innych podobno,
ważne to dla ludzi widzących po prostu.
Ale tak naprawdę, mówiąc o relacjach bliższych,
niż kontakt z przechodniem na przystanku czy panią w sklepie,
w relacjach bliższych,
ważniejszy od wzroku
dla mnie jest dotyk.

I jeszcze coś.

Nie czuj się urażony(a),
gdy podczas twojego wykładu,
prezentacji
czy
podawania ważnych informacji,
nie patrzę na Ciebie
i całkowicie spuszczam głowę w dół,
zamykam oczy
bądź patrzę w lewą
lub prawą stronę.
Ten kontakt wzrokowy,
który być może z tobą czytelniku utrzymuję,
to zachowanie wyuczone,
pewne zadanie do wykonania.
Więc w ważnych momentach,
nie utrzymuję go,
bo to najzwyczajniej w świecie,
wymaga ode mnie dużej uwagi i skupienia,
A ja je przeznaczam
na odebranie ważnych informacji, (
które w swoim wykładzie,
prezentacji czy tak zwyczajnie) podajesz.

Kategorie
Z mojego podwórka

Na lewo most, na prawo most… czyli z orientacji przestrzennej nauką zmagania.

Mamy sobie na eltenie wątek o instruktorach orientacji przestrzennej.
Postanowiłam wpisać się i ja!
Ale,
jak się rozpisałam,
to już na dobre!
Dla tego też,
stwierdziłam, że
utworzenie wpisu na blogu,
jest zdecydowanie lepszym pomysłem.
Więc dzielę się wspomnieniami…

Uczyły mnie 3panie.

Dwie w szkole – oficjalne instruktorki,
jedna nie oficjalna.

Pani nr1.

Nie potrafiła przyjąć do wiadomości,
że osobę neurologiczną uczy się trochę inaczej.
Gdy ćwiczyła ze mną początki,
a ja jako 9latka,
mimo teoretycznie sprawnych rąk,
nie potrafiłam pasty na szczoteczkę nałożyć prawidłowo,
po dwóch razach stwierdziła,
że nie wie,
jak dalej ze mną pracować.
Następnie mojej mamie
dała dłuuuugą
– na dwie kartki
listę rzeczy,
które jako 9latka, miałam umieć lub się nauczyć.
Było tam wszystko.
– Od ubierania się,
po jakieś proste zakupy chyba nawet.

Ja nie ogarniałam,
pani cierpliwości do mnie brak
i nauka się skończyła.

Oczywiście w domu uczyłam się samodzielności w miarę możliwości.
Ale własnym tempem
i w miłej atmosferze
bliskich mi osób
i znajomego otoczenia.

Pani nr2.

W wieku 12lat temat powrócił.
Obiecano nam – mi i mamie,
że zmienimy nauczyciela
i przekonano o potrzebie
dalszej nauki orientacji,
oraz o tym, że to pomoże mi w dalszym życiu.

Zaczęło się przeciętnie,
bo od techniki poruszania się z laską.
Raz w lewo,
raz w prawo.
Lewa noga idzie,
laska w prawo.

Standard, rutyna.
Nawet zaczęłam to lubić.
Powtarzalne, przewidywalne.
A więc uspakajające.
Nie zły przerywnik,
po stresującym wf,
przed matmą czy inną nielubianą lekcją.
Potem przyszedł czas na rzeczy trudniejsze.
"Zaprowadź mnie na stołówkę"
zakomenderowała jeszcze przed przygotowaniem się do zajęć.
Poległam.
Nie potrafiłam iść prosto,
lub odpowiednio łagodnie skręcić,
a komunikaty typu "no, obróć się gdzieś o 40stopni",
nie pomagały.
Po czasie stwierdziła,
że skoro narazie ciężko idzie mi z laską i chodzeniem,
to może poćwiczymy sprawność motoryczną.
Ja też
nie lubiłam tych zajęć
i denerwowałam się,
że nic mi nie idzie,
więc z wielką radością
przystałam na propozycję pani.
Raz,
drugi,
trzeci – w koło te same,
3 albo 4 układanki.
Plastikowy sorter z patyczkami,
na które nakłada się figurki wychodził mi bokiem.
Kołeczki wkładane do drobniutkich dziurek,
na tabliczce tak,
by robić z nich
żądane przez tą panią
figury wypadały z rąk*.
Zaczęła mnie porównywać do innych,
Ale w sposób bardzo niefajny.
Wpierw do najlepszego przyjaciela i rówieśników,
później do swojej 3letniej wnuczki!
"Nie wiem. Masz 16lat, i takiego prostego zrobić nie umiesz! Moja X układa jeszcze trudniejsze"!
Były jeszcze inne docinki,
nie tylko na tym tle.

Kontakt z tą panią skończył się 4lata temu i bardzo dobrze.

Pani nr3.
Nie ze szkoły,
ale środowisko zna od potrzewki że tak powiem.
To ona rozumiała moje problemy dodatkowe,
a mimo to próbowała uczyć mnie przydatnych rzeczy.
Gdy nie wychodziło chodzenie z laską,
pokazywała najwygodniejsze dla obu stron
chodzenie z przewodnikiem.
I mimo,
że wypracowałam(liśmy) własne schematy postępowania,
sporo zasad zostało mi w głowie
i stosuje je.
To pani R wytłumaczyła mi,
że nie jest błędem,
czy wstydem otwarcie prosić o pomoc.
I w prawdzie samodzielnego poruszania się
prawdopodobnie nie nauczę,
a przynajmniej nie w stu procentach,
to nauczyłam się zwracać uwagę na słupki,
krawężniki i
zapachy, głosy otoczenia.
Słowem zrozumiałam,
po prostu to,
że takie punkty orientacyjne są dużym ułatwieniem.
Teraz kontakt mamy nieco rzadszy,
ale jestem wdzięczna tej pani,
za to ile zrobiła dla mnie.

Obecnie puki co oficjalnie nie mam żadnego instruktora.
Ale dzięki pani R
wiemy,
na co zwracać uwagę
i jak pracować dalej.
I choć w tej materii
wciąż potrafię nie wiele,
to cały czas liczę na poprawę
i zauważam drobne postępy.
Kończąc,
chciałabym
wszystkim rozpoczynającym
samodzielną wędrówkę po świecie,
życzyć natrafienia na kogoś takiego,
jak pani R

Wskazówka do nauczycieli orientacji:
Słuchajcie również preferencji waszego ucznia!
Na ten przykład – z doświadczenia.
Prowadzenie lekcji na holu głównym,
gdy akurat na jego środku gra głośna muza,
a jakaś klasa ćwiczy taniec,
nie jest dobrym pomysłem~!
Szczególnie u osób z
zaburzeniami s i!
A gdy przy poruszaniu się z przewodnikiem,
ktoś woli złapać za ramię,
a nie za łokieć nie róbcie problemu!
Chyba, że widzicie faktyczne przeszkody przy stosowaniu tego rozwiązania.
A już w ogóle zakazem jest wtrącanie się między rówieśników idących ze sobą!
Koleżanki trzymają się za ręce,
zamiast powyżej łokcia?
Skoro sobie radzą,
zostaw je w spokoju!
Chyba, że widzisz ewidentny problem –
(mi koleżanka potrafiła znienacka upaść, na schodach średnio bezpiecznie bywało).
Tylko wtedy interweniuj.

Ogólnie,
słuchaj preferencji ucznia i postaraj się zachować kompromis.
Tak,
by obie strony się dogadały.

Kategorie
Poważnym żartem pisane Z mojego podwórka

Słowniczek

Długo myślałam,
czy to umieścić.
Ale ostatecznie,
zainspirowana słowniczkiem użytkowniczki
paulinux

i ja się do naszych dziwności przyznaje.

Na sam początek,
przedstawię wam słownik.
Nasz słownik.
Naszego "organizmu".
Prezentuję go wam
na sam początek,
bo inaczej
z kolejnego wpisu,
mało kto zrozumie cokolwiek.
A trzeba Wam wiedzieć,
że między sobą
komunikujemy się
w specyficzny sposób.

Nie będzie alfabetycznie raczej.
Lecim!

Boooże, Warszawa!
(zamiennie z:
Boooże, Łódź!)

Okrzyk niezadowolenia,
na zasadzie
"Jeeezu, ja nie mogę!
Seeerio, znowu to samo!
Ale bywa i okrzykiem radości,
czy też niewyrabiania na zakrętach,
przepraszam,
nie wyrabiania ze śmiechu miało być.

To w zależności od samopoczucia autorki tego stwierdzenia.

Synonimy – wypowiadane w tych samych,
zależnie od samopoczucia tonach:
pierwsza,
radio Z,
zetka,
90,1,
105,6.

Aut.
Linusiowe.

Zachowujesz się jak PDF!

Sformułowanie to opisuje osobnika,
który funkcjonuje w życiu
nawet nie źle,
ale
pewne rzeczy robi w sposób dość
niekonwencjonalny,
więc reszta ludzi w środowiskach
(na szczęście nie wszystkich),
gdzie taki PDF się znajduje,
uważa go za totalnego nieogara,
a nawet upośledzonego w rozwoju.

Synonimów – puki co brak.

Wyjaśnienie:
Pdf jest raczej
plikiem trudnym do czytania.
Nie nie możliwym,
ale stosunkowo specyficznym jak dla mnie.
Gdy jednak ma się odpowiedni program,
można go odczytać,
a nawet przekonwertować,
tak, by stał się dostępny.

Tak samo jest
z pewnymi osobami,
opisanymi przeze mnie wyżej.

W naszej grupce,
Sanklip jest takim pdf'em,
A Linuś
pełni rolę adobe Digital Edition.
Bo odczytuje i ogarnia takiego sanklipa,
za co ten jest jej dźwięczny niezmiernie.

To jest taki duży Pdf!
Synonimów puki co – brak.

Mawia się tak
na rzeczywiste,
duże pliki w formacie PDF,
z których w szybkim czasie,
należałoby wyciągnąć konkretny fragment.
Przykładem owego pliku jest chociażby KPA.
Ale i na to jest sposób,
szukajka.

Być zakodeksionym.

Nie "zakompleksionym",
ale właśnie zakodeksionym.

Synonimy:
Kodeks kogoś prześladuje,
dopadł kogoś zespół kodeksowy/choroba kodeksowa.

Nie wszyscy korzystają bezproblemu z neta.
A na naszym kierunku nauki,
kodeks trzeba pod ręką mieć.

Sanklipowe wpadło na pomysł
i dzieli kodeks
na osobne artykuły w postaci plików.
Bo to się przydaje.

Z tym,
że jak się często o tym myśli,
to to zaczyna
nawet się ,śnić haha.

Powstają też żarty na ten temat np.
Czcij kodeks!
Niech kodeks będzie z wami!
Sekta kodeksiarzy itp.

To właśnie jest zakodeksienie.
I najgorsze.
Tego się nie leczy,
bo to nieuleczalne jest!

Na szczęście,
jak widać,
piszę tu z Wami,
a to oznacza,
że trzymam się
dość dobrze,
skoro w wariatkowie nie wylądowałam jeszcze 😛

Aut.
Sanklipowe.

Kawitko.

Synonimów puki co – brak.

Część w ekspresie elektrycznym ciśnieniowym,
gdzie wsypuje się kawę.

Aut. San-klip.

Być rozkodowanym.

Synonimy:
Obrazek się popsół,
I zrobił się porządny nieporządek!

Jest to pewna
niedogodność myślenia obrazem.
Kompletne poprzestawianie/zmiana miejsc,
lub kolejności wykonywanych czynności,
co powoduje kompletną dezorientację
i mini wkurzenie czasami.

Na szczęście,
pewne osoby umieją
takiego rozkodowanego człowieka ogarnąć tak,
że czasem nawet nie widać,
że ów człowiek się rozkodował.

Aut. Sanklip,
ale weszło do powszechniejszego użycia.

Włączyły się komuś instynkty.

Zrobił coś
hmm, nie wiem,
jak to napisać by dziwnie nie zabrzmiało – dobra, i tak zabrzmi.
Uczuciowo?
Wykazał troskę i przejawy empatii
bardziej,
niż zwykle.
Gdy się człowiek rozkoduje,
to instynkty takie względem niego działają natychmiastowo.

Ktoś ma przegrzany procesor/przegrzał się komuś procek/proc.

Stan w wyniku przestymulowania sensorycznego,
długotrwała i nieprzyjemna reakcja mózgu,
Odsyłam do poprzedniego wpisu.

Aut. San-klip/owe.

Brajl bezsens.

Notatnik,
używany przez Linusiową.

Brajlbezsens,
bo za taki notatnik mam linijkę i 2 lapy,
albo 4lapy bez linijki.
Dobre lapy.
Ale to moje zdanie,
a ono podobno jest jak ta tylna część ciała,
co się plecy tam kończą.
Każdy ma swoją.
Jak Linusiowa zadowolona to dobrze,
niech jej służy,
jak najdłuży!
😛

Synonimy:
pisadło,
długopis,
maszyna,
brajlesensejka.

Aut.
Sanklipowe
(i niektórych synonimów Madzia).

Ślepy kret.

Osobnik niewidomy,
czy też ślepy właśnie.

Mówienie o sobie
w taki sposób
jest przejawem niezłego dystansu do siebie,
ale w nieznanym gronie to uważać trza!
Bo możemy kogoś urazić,
nawet nieświadomie.

Synonimy.
Puki co – brak.

Aut. Sanklipowe?

Wieczorne rozkminy.

Z pewnych przyczyn,
sanklipowa nie lubi zasypiania
i pierwszej fazy snu.
Z tego też powodu,
gdy ma iść spać,
zajmuje swoje myśli
głupotami
i dziwnymi rozkminami.
Gdy były z Linusiem,
okazało się,
że jej również mechanizm rozkmin wieczornych
się udzielił,
choć, na szczęście,
podłoże jest inne.
Tak, czy inaczej,
fajnie jest wieczorem coś porozkminiać.

Synonimy:
głupawka wieczorna.

Duży pdf z plikami mp3.

Totalny absurd,
lub coś kompletnie nie do ogarnięcia.
Synonimy:
Puki co – brak.

Lapatop.

Laptop.
Synonimy: lap, komp.

Pojebajut?

Ogólne stwierdzenie faktu,
że ktoś
a/zachowuje się baaardzo dziwnie.
B/jest idiotą i debilem.

W naszym mini gronie,
wypowiadane do siebie żartem,
jak większość słów/sformułowań z tej listy,
zawsze kończy się śmiechawą.

Synonimy:
Inclusion of the debiles.

Aut:
Słowo właściwe – D,
synonim – M.

Osoba fizyczna.

Po prostu człowiek.

Tak faktycznie określa się
nas,
ludzi w języku prawniczym,
Ale nie przeszkodziło to nam,
by owo sformułowanie
wykorzystać do własnego użytku.

Zdrobnienie –
Osóbka fizyczna,
człowieczek.

Synonimy:
Człowiek,
ludź, żyjątko (do maluchów), ludzik.

Cześć człowieku!

Nasze powitanie.

Na piśmie
i tak wam to nie wybrzmi.

Wypowiadane w charakterystyczny sposób,
z równie charakterystycznym akcentem.

Synonimy:
Cześć/dzień dobry osobo fizyczna!

Aut. Linusiowe i san-klip/owe.

Człowiek –
w odniesieniu do określeń naszych stanów.

Przykłady:
Człowiek śpiący,
człowiek szczęśliwy.
Jestem człowiekiem śpiącym.
Itp.

Synonimy:
Puki co – brak.

Sansa, sansiwo, empetrójecznik.

Odtwarzacz
Sansa Clip,
używany przez sanklipa.

Synonimy:
Puki co brak.

Stąd też,
sanklip ma pseudo,
jakie ma.

Dyrdum fixum.

Fiksacja na coś.

Zarówno na przedmioty,
np. Oglądanie zegarków/bezsensowne bawienie się słuchawkami,
jak i też na zainteresowania.
Linusiowe,
w komentarzach
masz zadanie,
opisać z jakim fiksum
pewnego osobnika zmagasz się na co dzień.
Podpowiem jeno,
że jam jest dumna posiadaczka owego!

Aut.
Sanklip/owe – chyba.

Człowiek przetwarzający.

Człowiek w stanie
specyficznego rejestrowania otoczenia
i wykorzystujący tzw. bank pamięci, – pamięć automatyczną.
Osobnik,
będący w takim stanie
jest baardzo skupiony,
nie raz nie idzie się z nim wtedy dogadać.

Sanklipowe często bywa w takim stanie
i większość myśli,
że mu wtedy źle
albo,
smutno.

Nie prawda,
on jedynie przetwarza,
bądź spokojny/a.
Takie myśli obserwatorom nasówają się
prawdopodobnie ze względu na
wyraz twarzy sanklipowego
w trakcie przetwarzania.

Potrzebować kontaktu.

Nie tylko serio się z kimś kontaktować,
ale też potrzeba sprawdzenia obecności
czy ktoś przy nas jest,
odsyłam również do wpisu niżej.

Zawieszenie się.

Najczęściej w odniesieniu
do wyłączenia
w wyniku przeciążenia sensorycznego.

Może być użyte
w kontekście zamyślenia się.

Synonimy:
mieć zwiechy,
wyłączyć się.

Nieobeznani w temacie mówią też
zasypiać,
co jednak w żadnym razie nie pokrywa się z prawdą.

Internety.

Internet.
Patrz:

Można sprawdzić,
bo są internety!

Nie zrobię tego,
nie mam internetów.

Pendrive i bluza.

Czemu razem?

Obydwie rzeczy,
pełnią rolę znacznika
funkcjonowania danego osobnika.

W zależności od:
zapomnianych bluz,
oraz zgubionych pendrajwów
(w przeliczeniu na kwartał).
Taki osobnik dostaje ocenę.

Od 0 do 1
zgubionych pendrajwów
i tyleż zapomnianych bluz,
ocena –
osobnik funkcjonuje bardzo dobrze.

Od 3 zgubionych pendrajwów,
i od 1 do 2 zapomnianych/zostawionych w internacie bluz –
osobnik ma status
persona non functio.

Jeśli pojawi się coś jeszcze,
wyedytujemy i damy znać!

Tymczasem życzymy wam,
żeby kodeks Was nie prześladował,
byście nie byli rozkodowani.
I miłego czytania też wam życzymy!

Sanklip,
Linuś
i
Ala.

Kategorie
To co, że na wspak, ja świat odbieram właśnie tak!

Odłamkowy, (prze)ładuj!

Czyli o tym, że boli mnie mózg.
Słuch to mój najważniejszy zmysł.
To dzięki niemu w ok. 70% odbieram rzeczywistość i otaczający mnie świat.
Gdy jego praca z jakichś powodów jest zaburzona,
to tak,
jak byś ty,
drogi czytelniku
MIAŁ ZAWIĄZANE SZCZELNIE OCZY,
GŁOŚNĄ MUZYKĘ NA SŁUCHAWKACH,
A DO TEGO W NOWYM,
NIE ZNANYM MIEJSCU
którego PRZESTRZENI DOPIERO SIĘ UCZYSZ,
KTOŚ ZAKRĘCIŁ BY CIĘ PARE RAZY W KOŁO
I KAZAŁ CI BEZBŁĘDNIE DOJŚĆ DO
PRAWEJ ŚCIANY,
biurka,
CZY JAKIEGOŚ INNEGO PUNKTU B Z PUNKTU A.
Albo to tak,
Jak byś siedział spokojnie,
a nagle ze wszystkich stron najbliższego otoczenia,
Znienacka zaatakowałaby cię ogromna ilość
Zapachów,
Głośnych dźwięków,
A może i nawet niespodziewanego dotyku,
Żarówek w oczy albo innych bodźców,
Które do przyjemności raczej nie należą.

Halo?
Jak samopoczucie?
rezygnujesz!
Przecież nawet 10minut nie minęło!
Spoko, spoko już cię uwalniam…
Widzisz czytelniku,
ja z takim czymś żyję na co dzień.
Zatem staraj się pomóc, a nie zaszkodzić.
Sytuacja taka ma miejsce zazwyczaj wtedy,
Gdy jest więcej, niż przysłowiowe 3osoby na krzyż.
A przeciążenie sensoryczne
Do przyjemności nie należy.

Po pewnym czasie takiej rozmowy wszystko mi się zlewa,
nie umiem wyizolować tego,
co ktoś mówi do mnie,
mieszają mi się słowa wszystkich uczestników dyskusji,
dźwięki nakładają się na siebie
a to powoduje uczucie rozsadzania głowy od środka.
Jest to trudny do wytłumaczenia stan,
Ale jest on bardzo,
Bardzo nie fajny.
Niektóre dźwięki,
Szczególnie wysokie,
Bolą.
Nie wszystkie, ale jednak.
Gdy więc mówię,
Że któryś dźwięk mnie boli,
To naprawdę tak jest.

Jestem wówczas czasem też bardziej nerwowa.
Nie konkretnie na kogoś,
A tym bardziej na kogoś, kto mi pomaga,
Ale po prostu dla tego,
Że takie świadome,
Czy też mniej świadome poddawanie mojego procesora tego typu próbom i testom,
Powoduje wyczerpanie i zmęczenie.

Wówczas czasem potrzebuję wyciszenia.
Nie jest to długo, bo jakieś 5minut.
Ale jakże te 5minut jest mi wówczas potrzebne!

A gdy wiesz,
Że wyciszenie,
Skazane jest na niepowodzenie?
I z tym trzeba sobie radzić.
Więc będąc w takich sytuacjach
trochę się wyłączam, zawieszam.
Nie widać tego jakoś bardzo,
większość ludzi przypuszcza raczej,
że jestem smutna,
a może o czymś intensywnie myślę?
Nie. To po prostu mój plan B, czyli automatyczne samowyciszanie się.
Umiem sterować swoją sensoryką tak,
bym odbierała potrzebne informacje,
a niezbędne pomijała
– to właśnie to wyłączenie.
Niestety nie zawsze,
mam z tym problem, gdy jestem np. zmęczona.
Jest też drugi sposób.
Jeśli czuję,
Że coś zaczyna się dziać,
Ale nie jest jeszcze źle,
A wiem, że wśród bodźców różnych,
Przyjdzie mi nieco czasu spędzić jeszcze,
By nie odgradzać się od nich całkowicie
Zakładam słuchawki i puszczam ulubioną muzykę,
Podrasowaną odpowiednimi ustawieniami dźwięku.
Tak, bym ją tolerowała,
Ale jednocześnie tak, by mnie nie raziła.
Ale jest to do wykonania tylko na początku akcji.
A gdy akcja się rozwinie?
Też możesz udzielić mi wsparcia.
Jak?

*Bądźmy w kontakcie!
Jeśli opcji ucieczki nie ma, np z koncertu itp.
A mam takie przeładowanie,
Usiądź obok mnie i zapewniaj,
że cały czas przy mnie jesteś,
nie odchodź.
Ja mogę tego przy nadmiarze bodźców nie zarejestrować.
Zapewne takim czynem bardzo mnie wystraszysz.
Chyba, że
jest w pobliżu inna, znajoma osoba.
Od czasu do czasu dawaj do zrozumienia gestem,
o swojej obecności,
kładąc co jakiś czas mi dłoń wewnętrzną stroną, na plecach, ramieniu, przedramieniu.
Jeśli znamy się bliżej, a nie masz nic przeciwko,
Możesz też po prostu złapać mnie za rękę.
To mnie uspokaja.
Wiem wtedy, że przy mnie jesteś i mogę na ciebie liczyć.
Kontakt fizyczny jest także ważnym wskaźnikiem mocy komunikatu i intencji mówiącego.
Są to delikatne gesty,
wykonywane nie raz mimochodem,
instynktownie a czasem nieświadomie*
W każdym razie cokolwiek pchnęłoby was do takich gestów,
jedno jest pewne.
Bardzo one pomagają w lepszym zrozumieniu rozmówcy*

Czasem zdarza się, że to ja sprawdzam obecność.
Po prostu lekko dotykam osobę obok,
tak by upewnić się,
czy nadal przy mnie jest
zwłaszcza,
gdy jest bardzo głośno, o czym już pisałam,
oraz wtedy, gdy sytuacja jest wprost przeciwna do powyżej opisanej.

Kategorie
Oj, świta mi... To co, że na wspak, ja świat odbieram właśnie tak!

Mitologia na ślepo, czyli o stereotypach słów kilka.

Lubicie mitologię?
Pewnie nie jedna osoba się taka znajdzie.
Ja też do nich należę!
Uwielbiam mitologię z naszego podwórka,
czyli Słowiańską.
A może Wy lubicie egipską?
Albo grecką?
Która by to nie była,
trzeba przyznać,
że ludzie mieli naprawdę zaskakujące pomysły
na to,
jak powstał świat.
W ciekawy sposób interpretowali również powstawanie różnych zjawisk.
Polecam więc do poczytania!

Ale ja nie o tym.
Owszem, wpis będzie też o mitach,
ale nie po to,
by się weń wczytywać,
lecz po to,
by owe mity obalić.
Ostrzegam,
że momentami będzie ostro
i z góry przepraszam
za zranienie czyichś uczuć/obrażenie kogoś.
Tak, wpis będzie ostry.
Ale do sedna…

Od urodzenia jestem niewidoma.
Byłam wcześniakiem i to dość skrajnym.
Technologia nie była rozwinięta tak,
jak dzisiaj
(no bo kto słyszał o witrektomii)? *
Więc w wyniku tego i kilku innych czynników,
oczy postanowiły sobie,
że pracować nie mają zamiaru
i faktycznie tak jest.
Nie rozpaczam z tego powodu
i innym radzę to samo.
Mam szczęście mieć
wspaniałą rodzinę i ludzi wokół siebie,
ten niezawodny team sprawia,
że umiem akceptować siebie i swoje ograniczenia.
Niestety,
w otoczeniu zmagam się również ze stereotypami.
Nie zawsze wynikają one ze złej woli człowieka.
Czasem jest to chociażby chęć pomocy,
ale nieumiejętna.
Wówczas nie mam tego ludziom za złe.
Ale chciała bym również,
by pewne mity obalić.
Być może po zapoznaniu się z takim wpisem,
drugi raz nie popełnisz takich błędów?
Tego Ci,
mój kochany czytelniku życzę,
a tymczasem,
do dzieła!

1. DO NIE-WI-DO-MYCH, TRZE-BA MòW-IĆ GŁO-ŚNO! I WY-RAŹ-NIE!
Nie.
Do niewidomych, trzeba mówić normalnie!
Jesteś urzędnikiem/ekspedientem w sklepie/kimkolwiek innym,
który obsługuje ludzi i ma z nimi bezpośrednią styczność i trafi Ci się brajlak?*
Rozmawiaj z nim normalnie.
Tak, jakby widział.
Z drugiej strony,
możesz spodziewać się tego,
że nie od razu niewidomy zareaguje,
zwłaszcza przy sporej liczbie osób.
Nie widzę, więc i kontaktu wzrokowego nie odbieram z odległości między Tobą a okienkiem, czy ladą.
Piszę „nie zawsze”,
bo są i ludzie,
którzy reflektują bez problemu!
Ale pamiętaj, traktuj normalnie.
Po ludzku.

2.
Niewidomi nie radzą sobie z czynnościami codziennymi – wokół siebie.
Bzdura na resorach że tak powiem!
Jasne,
mogą mieć problem z np. znalezieniem czegoś,
czy w nowym miejscu z trafieniem gdzieś.
Ale,
o ile w środowisku,
gdzie niewidomy przebywał,
uczono go samoobsługi,
radzi sobie normalnie,
jak każdy.
Sam się myje,
ubiera,
sam je
(I tu anegdotka z życia mego skromnego.
Przyszła do mnie koleżanka – pierwszy raz,
a znamy się dość krótko.
Mama podaje nam obiad.
Siadamy, biorę łyżkę do ręki,
a koleżanka pyta „dasz sobie radę”?
W luźnej pogadance
wyznała później,
że gotowa była mnie nakarmić.
<3
Bardzo ją lubię,
więc po prostu się uśmiechnęłam serdecznie. ).

Co jeszcze w temacie jedzenia.
Zdarza mi się poprosić o np. pokrojenie kotleta,
czy naleśnika,
albo nalanie zupy.
Zwłaszcza w obcym miejscu (szkolna stołówka, restauracja itp.).
Ale resztę ogarniam sama.
I myślę, że nie tylko ja.

Higiena to podstawa!
A jak!
Czy w tej sferze niewidomi też mają problemy?
Jak pisałam wcześniej – nie.
Jedyną trudnością może być znalezienie np.
łazienki,
a w niej konkretnych miejsc (kabina prysznicowa/wanna, półka na rzeczy etc) dotyczy nowych miejsc.
W domu nie ma z tym problemu.
Kiedyś też zostało mi zadane pytanie następującej treści:
„Jak ty nie widzisz, to skąd wiesz, że dostałaś kobiecą przypadłość”?
To się czuje.
Z resztą,
widzące panie chyba też na wyczucie lecą.
Która w tym celu latarki używa,
niech pierwsza żuci kamieniem 😛
Skoro już w takim no… śliskim temacie jesteśmy.
Niewidomy normalnie radzi sobie również w toalecie.
Jeśli go tam prowadzisz,
nie ma potrzeby wchodzić znim!
Wyjątkiem są łazienki z kilkoma toaletami.
Wówczas możecie do głównej części wejść razem.
Podprowadzasz pod drzwi właściwej toalety, zamykasz drzwi i czekasz.
Jeśli jednak jesteś na np.
wyjeździe i prowadzisz
osobnika do łazienki,
która jest jednolita z jedną toaletą,
nie stój cały czas pod drzwiami!
Chyba,
że kolega/koleżanka da Ci znać,
byś czekała/ł, bo np.
może być jej słabo etc.
Albo Cię o to poprosi.
W innym przypadku nigdy!
Jest to krępujące.

Może się przejdziemy Na zakupy?
Jasne!
Jak to wygląda?
Większość niewidomych
samodzielnie tę kwestię również ogarnia.
Ja na razie jeszcze tak daleko nie doszłam.
Potrzebuję przewodnika.
Ale o tym,
co kupię,
lub czego nie
i po co właściwie przyszłam,
decyduję sama!
Przewodnik pomóc może
zwłaszcza w zakupach codziennych.
O ile chleb od bułki odróżnię,
tak śmietany od jogurtu niekoniecznie.
Możesz więc, jako przewodnik czytać
napisy na torebkach, pojemnikach itd.
Gdy jest to supermarket,
możesz także podawać określone produkty z półek,
jeśli zostaniesz o to poproszony.
Ja np. proszę zwłaszcza będąc tam,
gdzie jest dużo słoików, albo szklanych butelek.
Ale to,
jak mówię zależy od samego osobnika chcącego zakupy zrobić
i od tego, jak ustali z przewodnikiem.
W sklepikach osiedlowych, podprowadzasz do ekspedientki i już,
resztę załatwia osoba kupująca.
Chyba, że ustalicie inną wersję.

A co z ubiorem?
Prócz wyglądu ubrań samego w sobie,
ważny jest także kolor.
Warto w tym zakresie uczyć dziecko niewidome
od małego,
jaki kolor do jakiego pasuje.
Całkowicie niewidomy od urodzenia,
raczej o kolorach pojęcie będzie miał takie,
jak my o języku suahili.
Mimo to
warto uczyć na pamięć tych kolorów i ich zestawień,
jak wierszyka.
Ja np. nauczyłam się tak,
że wygląd danego ubrania kojarzę z danym kolorem,
w którym ono jest.
Np.
Koszulka z krótkim rękawkiem,
z naszytymi z przodu wisienkami,
jest biała.
Itp.
Ale pamiętajcie,
że ten efekt wizualny jest ważny.
My nie widzimy,
ale inni widzą!
No a podobno „jak Cię widzą, tak Cię piszą”.
Niestety??
?
Kucharzenie na 102!
A jak!
Oczywiście,
że niewidomi gotują, smażą, robią gorące napoje, sałatki i pieką ciasta.
Normalnie posługują się nożami,
czajnikami czy piecem gazowym.
Ja wolę czajnik elektryczny,
ale jajecznicę usmażyć potrafię,
a i spagetti nie raz ogarnę.
Znam i osoby niewidome,
które gotują świetnie
i jest to ich pasją.
Jak widać,
da się!
Początkujący niewidomy twój kolega/koleżanka rówieśnik chce zrobić Ci herbatę,
gdy zaprosił Cię do siebie?
Pozwól mu.
Nie trzęś się nad nim,
nie ingeruj (chyba, że poprosi Cię o pomoc).
Skoro sam wyszedł z propozycją,
znaczy, że da sobie radę!
Te same wskazówki tyczą się rodziców i bliskiej rodziny brajlaczków.

3. Niewidomi nie mają orientacji przestrzennej.
I mają i nie.
Jak każdy.
Jeden trafi wszędzie niemal od razu,
drugiemu będziesz pokazywał razy pińćset, a i tak na prostej drodze się zgubi.
Ale,
jeśli człowiek tylko nie widzi,
a poza tym nie ma dodatkowych niesprawności/zaburzeń,
orientację w mniejszym,
lub większym stopniu,
ale ma.

4. Niewidomi nie lubią/boją się kontaktu fizycznego,
albo w czasie rozmów trzeba im ten kontakt umożliwić.
I znowu – bywa różnie.
Mi w kontaktach (zwłaszcza z bliskimi osobami) dotyk bardzo pomaga,
bo prócz zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa
jest także niejako wskaźnikiem intencji mówiącej osoby.
Inaczej czuć rękę osoby, w której dominują emocje negatywne,
a inaczej takiej,
u której emocje i uczucia pozytywne biorą górę.
W każdym razie,
znam i osoby niewidome,
które dotyku raczej nie lubią,
poza kilkoma najbliższymi osobami,
tak też bywa.
Mi np. niespodziewane położenie dłoni na ramieniu/plecach nie przeszkadza.
Jest to po prostu informacja, że zaraz dostanę jakiś komunikat.
Dotyk sprawdza się w moim przypadku przy przeładowaniu sensorycznym,
ale to już na inny wpis…

5. Wszyscy niewidomi mają świetny słuch,
ładnie grają i śpiewają.
Nawet się zrymowało 😀
Nie. Nie wszyscy.
Owszem,
są i tacy,
ale to jak wszyscy,
Niech świadczy o tym chociażby fakt,
że piosenkarzy widzących mamy też dużo.
Słuch mają,
jak wszyscy ludzie.
Różnica polega na tym,
że bardziej się na nim skupiają,
bo jest to główny zmysł do odbierania bodźców z przestrzeni.
Tyle.

6.
Niewidomi mają słabsze zdolności manualne,
słabszą kondycję, bo nie mogą ćwiczyć.
Jasne, że są choroby oczu,
które faktycznie z wysiłku fizycznego
dyskwalifikują – jakiegokolwiek.
Ale,
o ile przeciwwskazań zdrowotnych nie ma,
niewidomi ćwiczą na lekcjach wf,
pływają,
grają w przystosowane
pod nich gry
z wykorzystaniem piłek dźwiękowych,
a nawet biegają.
Są oczywiście i przeciętni.
Są tacy,
którzy ćwiczą systematycznie.
Są i tacy,
co z domu by się nie ruszyli.

7. Niewidomy musi mieć porządek wokół siebie.
Nie.
Oczywiście,
że pewna kolejność rzeczy w naszym otoczeniu ułatwia nam życie.
Ale nie jest tak,
że musi to być jedna i ta sama,
ani nie jest tak,
że każdy niewidomy w swoim najbliższym otoczeniu ma schludnie,
czyściutko i porządeczek,
że aż błyszczy!
Tak, ja nie lubię tego typu zmian.
Ale nie wszyscy tak mają!
Powiem więcej:
znam bałaganiarzy takich,
że w głowie się nie mieści :D.

8. Każdy niewidomy nie umie się podpisać, ani nie zna normalnych liter.
Istnieją niewidomi,
którzy umieją się podpisać i to nawet czytelnie!
Ja tej umiejętności nie posiadam,
ale u mnie dochodzą problemy manualne.
Znam dziewczynkę,
która w wieku 7/8lat,
z tablicy rejestracyjnej oglądając palcami,
potrafiła odczytać numer rejestr. Samochodu.
Da się?
Da się!

9. Niewidomi nie obsługują telefonów, komputerów i pokrewnego sprzętu.
Ku mojej wielkiej radości,
ten mit odchodzi do lamusa,
ale zdarza się tak twierdzić,
zwłaszcza starszym osobom.
No więc odpowiadam krótko i treściwie,
jak to zawsze ja 😉
Niewidomi korzystają zarówno z komputerów,
jak i telefonów.
Ba,
często te sprzęty wykorzystują do pracy,
by zarabiać na życie.
Bo niewidomi też pracują!
Wracając do komputerów.
Niewidomy musi mieć zainstalowany czytnik ekranu,
czyli program,
który głosem syntetycznym odczytuje napisy z ekranu.
Zamiast myszki,
używamy klawiatury.
Sterowanie kursorem odbywa się za pomocą strzałek, a potwierdzamy klawiszem enter.
Do tego dochodzą tzw skróty klawiszowe,
czyli kilka klawiszy wciskanych jednocześnie,
aby wywołać daną funkcję.
I tak np.
Klawisz Win plus litera D powoduje wejście na pulpit.
Z telefonami jest podobnie.
Z tym,
że używamy różnych gestów na ekranie dotykowym,
a by w coś wejść, stukamy dwukrotnie.
Jeśli macie urządzenie z androidem od wersji 4 0,
albo któreś z urządzeń Apple,
możecie spróbować korzystania w takiej formie.
Urządzenia te posiadają bowiem program odczytu ekranu już wbudowany.

10. Niewidomi nie oglądają filmów.
Oglądają.
Fakt, pozbawieni są możliwości odbioru warstwy graficznej,
ale możesz opowiadać,
co dzieje się na ekranie.
Poza tym,
od niedawna popularna zaczyna być
tzw audiodeskrypcja,
czyli przekaz informacji nt. Obrazu przez lektora we formie ścieżki dźwiękowej.
Nie zagłusza to pozostałych dialogów,
a przy założonych słuchawkach
nie przeszkadza też widzącym.

11.
Na podsumowanie.
Przede wszystkim:
Nie bójcie się pytać i rozmawiać!
Bez komunikacji i próby zrozumienia się,
nic nie zdziałamy!
Śmiało więc pytajcie,
a odpowiedź uzyskacie na pewno!
Jeżeli jestem w grupie,
z wami, rówieśnikami
i wiemy o tym,
że spędzimy ze sobą więcej czasu,
niż te przygodne 0,5 godziny:
Traktuj mnie normalnie.
Bardzo cieszy mnie,
gdy w grupie mogę być jedną z was!
Rozmawiaj,

nie ignoruj zadawanych przeze mnie pytań.
Odpowiadaj,
samemu też zadawaj pytania.
Nie widzę Cię,
więc czasem nawet nie wiem,
że jesteś blisko.
To dlatego czasem może Ci się wydawać,
że nie chcę inicjować kontaktu.
W takiej sytuacji zainicjuj go sam/sama.
Spytaj,
co słychać,
pogadaj o weekendzie.
Opowiedz,
jaki film oglądałaś/eś.
Niewidomi też oglądają filmy!
Nie bój się zaprosić do kina,
szczególnie wtedy,
gdy idziecie całą paczką.
Też chętnie się wybiorę!
Podziel się swoimi przeżyciami,
zainteresowaniami jeśli chcesz.
Ja też chętnie podzielę się swoimi,
może znajdziemy wspólny język?
Oczywiście,
jeśli nie pasuje Ci coś we mnie/moim zachowaniu,
też o tym powiedz.
Jeszcze raz podkreślam:
Nie bój się rozmawiać!
A na dziś to wszystko,
ciąg dalszy nastąpi…

Kategorie
Z mojego podwórka

Jest sobie pewna adminka*….

Poznałyśmy się 6lat temu.
Ja chodziłam od przedszkola,
ona tą szkołę w I gimnazjum dopiero poznawała.
Na początku nieśmiała i
pamiętam,
że dla mnie niemal niezauważalna.
Ale zdarzyło się coś.
Zdarzyło się raz,
drugi
i trzeci…
Nie chcę tematu rozwijać,
bo wiem,
że ona się na to nie godzi.
Naświetlę jednak delikatnie.
Chodzi o pewien,
powtarzalny ale nie groźny incydent zdrowotny.
Piszę o tym
dlatego,
że był to pierwszy klucz,
umożliwiający mi jej zarejestrowanie.
Usiadła któregoś razu na ławce obok mnie.
Hej,
to ty?
Spytałam lekko dotykając jej ramienia,
czym wyraźnie ją zawstydziłam)
iwymieniając jej imię.
"To ja" –
uśmiechnęła się.
A trzeba wam wiedzieć,
że uśmiecha się często.
A jak nie cała ona,
to chociaż jej oczy.
Wiedziała już,
jak mi na imię.
Ba,
wiedziała również,
jakie nazwisko noszę!
Zdziwiła mnie tym lekko.
Potem okazało się,
że pamięć do nazwisk ma
nie złą
i bardzo szybko identyfikuje nazwisko z danym osobnikiem.
W między czasie,
odbywało się normalne,
szkolne życie,
a w czasie przerw
nocne (no dobra, dzienne) polaków rozmowy.
Prócz normalnej,
jak zwykła mówić M –
"gatki szmatki"
pojawiały się też pytania o
moje widzenie,
albo jego brak.
Najfajniejsze z nich
"Ty chyba, no.. Hmmm czarnego nie możesz widzieć
"?
A potem rozmowa o kolorach.
I tak zostało.
Relacja się pogłębiała*
Spędzałyśmy ze sobą sporą część czasu na przerwach,
na lekcjach też siedziałyśmy obok siebie.
Z czasem wytłumaczyłyśmy sobie też,
na czym dokładnie problemy zdrowotne nasze polegają i
jak postępować.
Już się nie bałam,
tylko interweniowałam bez problemu.
Ona też nauczyła się,
że czasem procesor mi się przegrzewa i
potrzebuję ciszy,
albo powtarzania kilka razy jakiegoś polecenia.
Po może miesiącu,
zaczęła mnie prowadzić.
Zapominała nie raz,
że o schodach to wypada powiedzieć.
Nie gniewałam się.
M przeżywała bardziej,
niż ja.
Jak wspomniałam,
relacja koleżeńska kwitła
i obie zaczynałyśmy mieć fajne pomysły.
Któregoś razu,
na ten przykład,
w gimbazie na informatyce
nudnej, jak flaki z olejem
dowiedziawszy się,
że jest pochmurno postanowiłam zgłębić temat.
"M, czy na niebie są teraz chmury? i o co w tym chodzi? Ty to widzisz, prawda"?
"No tak. Hm, są białe, wiesz?"
– Powiedziała,
po czym stwierdziła,
że głupio gada.
A moim zdaniem nie.
Spytałam więc,
o co chodzi z tym białym.
Tu odpowiedzi przejrzystej nie było i nadal
nie jest łatwo udzielić takowej.
Nie przytoczę jej tłumaczeń tych zjawisk,
ale było ich dużo i
wierzcie lub nie,
wyjaśniała mi to
bardzo trafnie i klarownie
tak, że niektóre rzeczy potrafię sobie wyobrazić.
Ma dziewczyna po prostu dar do opisywania różnych rzeczy.
I do bycia audiodeskrypterem też.
Piszę o tym,
bo nie jest to łatwa sztuka
i nie każdy to potrafi
mimo chęci.
Nie jest oczywiście tak,
że zawsze się zgadzamy.
Powiem więcej.
Często mówię do niej: „Nie wiem, o co w tym chodzi, ale cieszę się,
że jesteś szczęśliwa”!
Albo:
„Sorki,
bo nie bardzo wiem,
jak to jest.
Ale jestem i pamiętaj,
że zawsze możesz pogadać
„. Zatem
Bywało przez te 6lat różnie,
bo i potyczki się zdarzały.
Mniejsze lub większe.
Z tym,
że my długo gniewać
się nie potrafimy,
więc najdłuższe milczenie między nami,
to jakieś 3tygodnie.
😀
Ocieplenie i to duże w
relacjach nastąpiło
w liceum.
Przez ostatnie 2lata,
to M najwięcej mi pomagała.
To do M mogłam zadzwonić zawsze i…
spisać matmę 😀
To z M prowadziłyśmy i prowadzimy* nadal
dyskusje te poważne
i te mniej poważne.
To z M na spontanie,
chodziłyśmy do automatu po kawę 4minuty przed lekcją
I to przy M w liceum czułam się najbezpieczniej
z całej klasy.
Piszę o tym,
bo dziś M ma urodziny
i do dziesiątki dodajemy jeszcze 9.
19 lat.
Kochana M!
W dniu twoich urodzin rzyczę Ci,
przede wszystkim zdrowia!
I byś mogła realizować swoje pasje.
I żeby spełniło się wszystko to,
o czym marzysz.
I jeszcze,
dużo miłości i ciepła od wszystkich,
którym sama je dajesz.
I jeszcze tego, by nasza relacja trwała nadal.
I żebyś ze mną wytrzymała jeszcze 2lata 😀

Dzięki!
Dzięki za te mądre dyskusję na biologii o kocich rzęsach.
Dzięki za to, że jesteś i byłaś moim lektorem,
audiodeskrypterem,
tyflopedagogiem* i przewodnikiem w jednym!
Dzięki za robienie mi wstrząsów*,
gdy nie słuchałam tego, co czytasz.
Dzięki,
że na nudnym polskim
ty uczyłaś mnie rosyjskich literek.
Dzięki, że bez słowa sprzeciwu słuchasz o tym, jak 24 na 24 gadam o djembe, drumlach i lirach korbowych.
I dzięki za to,
że tyle czasu wytrzymujesz ze mną 😀
Jeszcze raz – wszystkiego NAJ!
* adminka-
to od szkoły,
w której się aktualnie uczymy,
czyli technik administracji.
Ktoś mnie kiedyś tak nazwał,
a mi się spodobało.